Priorytetyzacja projektów po mojemu

Jedno z podstawowych praw ekonomii mówi, że potrzeby są nieograniczone, za to zasoby są bardzo ograniczone. Takim rzadkim zasobem jest np. czas i właśnie dlatego potrzebny jest jakiś sposób decydowania co i kiedy robić, a czego nie robić w ogóle – priorytetyzacja projektów. Najkorzystniej jest podejść do problemu systemowo, a także konsekwentnie trzymać się jednej wybranej techniki, a jest ich sporo: macierz Eisenhowera, macierz impakt/wysiłek, metoda RICE, Metoda MoSCoW itd.

W zależności od konkretnego projektu stosuję rożne metody, ale zawsze staram się opierać na danych, a nie na moich przekonaniach, które mogą być błędne. W przypadku content marketingu i planowania publikacji zazwyczaj robię scoring pomysłów, gdzie w punktacji biorę pod uwagę m. in. wolumen, konkurencję, trudność wykonania, feeling(to kompensuje to czego nie mam w danych), trend i tak dalej i tak dalej.

Scoring grupowy

We wszystkich metodach tam gdzie dane wejściowe są „miękkie” czyli ich źródłem jest moje przeczucie/przekonanie/doświadczenie powinny być wykonywane z udziałem kilku osób. Wynika to z bardzo prostych zasad statystyki. Im większa próba (więcej danych) tym większa moc modelu, czyli jesteśmy bliżej prawdy, nawet jeżeli odpowiedzi są udzielane “na czuja”. Dobrze obrazuje to przykład ze słoikiem pełnym M&Msów, w którym mamy (bez liczenia) oszacować ile draży znajduje się w słoiku. Otóż, najlepszą metodą jest zapytanie o to 10 lub więcej osób i wyciągnięcie średniej, będziemy wtedy statystycznie najbliżej prawdy.

Nadrzędna z zasad

Nie jest to wprawdzie technika priorytetyzacji, ale jest kluczowa i od niej powinno się wychodzić przy każdej inicjatywie czy projekcie. Trzeba zadać sobie pytanie co jest kwintesencją firmy i wyrazić to tak krótko jak się da, najlepiej jednym zdaniem. 

Najłatwiej wytłumaczyć to w praktyce. Doskonały przykład znalazłem w książce “Made to Stick”, fragment dotyczył linii lotniczych Southwest, które odniosły niesamowity sukces. Ich corem jest: We’re the low fare airlines czyli jesteśmy tanimi liniami lotniczymi. Każde potencjalne działanie jest konfrontowane z tym krótkim zdaniem.  Czy to, co chcemy zrobić w jakikolwiek przybliża nas do osiągnięcia We’re the low fare airlines? Jeżeli nie, to po prostu tego nie robimy.

W tych amerykańskich tanich liniach, można by było dawać pasażerom po hot dogu – amerykanie je uwielbiają – ale czy to sprawi, że będą tanimi liniami lotniczymi? Prawdopodobnie nie, bo będzie to dodatkowa praca, a przez to większe koszty i docelowo droższe bilety. Czyli kierując się naczelną zasadą nie wprowadzilibyśmy hot dogów oferty (niestety). Podsumowując jeżeli jakieś działanie nie przybliża do osiągniecia głównego celu, to po prostu go nie robimy – tylko tyle i aż tyle 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *